Nad Krakowem zjawiła się chmura szczelnie otulając całe miasto. Jej granatowe oblicze powoli wdziera się między ludzi, a ja stoję przed klatką schodową i chłonę to zimne powietrze, pozwalam kroplom w siebie wsiąkać. Jest mi dziś tęskno i muszę uporać się z tym uczuciem. Biorę głęboki oddech i zaczynam z całą siłą pędzić do przodu. Stopy rytmicznie odrywają się od podłoża i z każdym krokiem poruszam się coraz szybciej. Deszcz nie jest dotkliwy, działa wręcz kojąco. Myśli suną za mną z ogromną prędkością, a w sercu ciągle tkwi tęsknota. Każdorazowe przyspieszenie to odsuwanie od siebie kolejnej granatowej chmury. Wiem, że mogłabym być lepsza, wiem, że czasem zawodzę, wiem, że momentami nie łatwo jest mnie kochać, bywa, że Cię drażnię. I mijam ludzi, miejsca, kolejne długości kamiennego muru. Nie płaczę, bo uczę się nie płakać, biegnę, po prostu biegnę. Co jakiś czas zmęczona pogonią za nieustająco pędzącym ciałem myśl odrywa się ode mnie, ruchy mam mniej skrępowane i krok staje bardziej się miarowy. Te myśli, które jeszcze ze mną zostały układam w równy rządek, porządkuje je i nadaje im nowy sens.
Bieg zamienia się w trucht, a ja na końcu mojej drogi widzę Twoją postać. Uśmiechasz się, schowany pod niewielki daszek. Czekasz na mnie. Podchodzę i wtulam się w Twoje ramiona. Ciało pulsuje mi ze zmęczenia. Zza chmur nieśmiało wygląda słońce. Na końcu mojej drogi została tylko myśl, że Cię kocham i z tą myślą wracam z powrotem.
Bieg zamienia się w trucht, a ja na końcu mojej drogi widzę Twoją postać. Uśmiechasz się, schowany pod niewielki daszek. Czekasz na mnie. Podchodzę i wtulam się w Twoje ramiona. Ciało pulsuje mi ze zmęczenia. Zza chmur nieśmiało wygląda słońce. Na końcu mojej drogi została tylko myśl, że Cię kocham i z tą myślą wracam z powrotem.
Tagi:
9.
15.04.2010 o godz. 13:43


